Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Artykuły Niedocenianie filozofii. Błąd Phillipa E. Johnsona

Niedocenianie filozofii. Błąd Phillipa E. Johnsona

Phillip E. Johnson jest inicjatorem tzw. ruchu inteligentnego projektu. [1] Choć sama idea inteligentnego projektu występowała u wielu antyewolucjonistów i antydarwinistów, dopiero Ph.E. Johnson potrafił skupić wokół siebie grupę kilkunastu aktywnych autorów — matematyków (William Dembski, David Berlinski), filozofów (Stephen C. Meyer, Del Ratzsch), biologów (Paul Nelson, Jonathan Wells), biochemików (Michael Behe), publicystów i teologów (w nawiasach podałem tylko najbardziej znane nazwiska). Do nurtu tego przyznają się też liczni autorzy działający, zanim jeszcze Ph.E. Johnson zainicjował na początku lat 1990-tych swój ruch (Dean H. Kenyon, Walter L. Bradley, Siegfried Scherer, J.P. Moreland, John Mark Reynolds, William Lane Craig, Hugh Ross, Nancy Pearcey i inni).

Johnson porusza sprawy mi bliskie. Pisze na tematy, którymi sam się interesuję. Jego spostrzeżenia dotyczące filozofii nauki, filozofii kultury czy filozofii polityki uważam za niezwykle cenne. Nie zgadzam się jednak z wnioskiem, jaki z tych spostrzeżeń wyprowadza. Johnson mianowicie w wielu swoich publikacjach podkreśla, iż ewolucjonizm ma niewielkie poparcie w zebranych faktach, a przeciwne wrażenie, jakie odnoszą uczeni i laicy, bierze się stąd, że te niejednoznaczne i wątpliwe fakty podbudowane są pewną określoną filozofią (naturalizmem) i dopiero razem z tą filozofią przyczyniają się do dominacji ewolucjonizmu na gruncie współczesnej nauki i kultury.

Jak czytelnik książek Johnsona rozumie takie słowa? Rozumie on je tak, że ewolucjonizm jest kiepską teorią, może nawet teorią pseudonaukową, skoro musi podpierać się filozofią. Otóż ja się zgadzam z Johnsonem, że rola filozofii w ewolucjonizmie jest — po pierwsze — olbrzymia i — po drugie — maskowana, przemilczana. Nie ukrywam, że właśnie pod dużym wpływem Johnsona i jego współpracowników sam staram się ujawniać tę rolę filozofii w ewolucjonizmie. [2] Jednak nie mogę się zgodzić z tym, że odgrywanie dużej roli przez filozofię świadczy o nienaukowości ewolucjonizmu czy o jego podejrzanym charakterze.

Negatywny stosunek do filozofii nie jest niczym nowym wśród uczonych. Wielu z nich żywi przeświadczenie, że nauka i filozofia stanowią dwie rozłączne dziedziny, a jeśli któraś z nich ma prawo wkraczać na teren drugiej, to wyłącznie nauka na teren filozofii. Filozofia może korzystać ze zdobyczy nauki, może uprawiać refleksję nad osiągnięciami nauki, ale — wedle tych poglądów — sama nauka powinna pozostać „czysta”, „nieskażona” przez jakiekolwiek pozanaukowe wpływy. W nauce jedyną rolę odgrywać ma doświadczenie i logika. Takie traktowanie wzajemnych relacji nauki i filozofii dominowało w myśli logicznego pozytywizmu, filozofii nauki, która swój szczytowy okres miała w okresie międzywojennego dwudziestolecia i której głównym ośrodkiem był Wiedeń. Koło Wiedeńskie było grupą filozofujących uczonych, którzy nie pozostawiali filozofii niemal żadnej funkcji: mogła ona co najwyżej analizować język nauki, ale na pewno nie mogła niczego nowego wnieść do wiedzy o świecie. Pierwsze wystąpienia członków Koła były ostre, bezkompromisowe: filozofia, która chce mówić o świecie, wypowiada twierdzenia pozbawione sensu. Nazywali ją pogardliwie metafizyką. Traktaty filozoficzne mogą jedynie pośrednio informować o ich autorach, ich osobowości, nie mówią zaś niczego sensownego o rzeczach i ich własnościach. [3]

Szybko jednak zaczęło się okazywać, że bezkompromisowe stanowisko logicznych pozytywistów jest nie do utrzymania. Jeśli twierdzenia filozoficzne były bezsensowne według proponowanych przez nich kryteriów sensowności, to jednocześnie za bezsensowne należało uznać twierdzenia, co do naukowości których nikt nie miał wątpliwości, np. praw nauki. Logiczni pozytywiści zmuszeni zostali do łagodzenia swoich twierdzeń, zamazywania ostrych przeciwieństw. Nigdy jednak nie wyzbyli się podejrzliwego i negatywnego stosunku do filozofii.

Historia XX-wiecznej filozofii nauki ujawnia charakterystyczny trend, jeśli chodzi o wzajemny stosunek nauki i filozofii. Zaczęła się od wspomnianej wyżej negacji jakiejkolwiek roli filozofii w nauce. Pierwszy krok zmierzający ku rehabilitacji filozofii został dokonany przez innego wiedeńczyka, Karla R. Poppera, który jednak nie był członkiem Koła Wiedeńskiego, chociaż spotykał się z nimi, dyskutował i przejął przynajmniej problematykę, jeśli nie wiele szczegółowych twierdzeń. Popper nadal uważał, że filozofia i nauka to dwie rozłączne dziedziny aktywności intelektualnej, jednak nie twierdził już, że filozofia jest poznawczo bezsensowna. Choć nie jest nauką, ma ona sens, a nawet bywa pożyteczna dla nauki. Filozofia bowiem, zdaniem Poppera, jest źródłem wielu pomysłów uczonych. Zanim uczony zbuduje teorię, ma niejasny, mętny, ogólnikowy obraz, czy może raczej wizję, tego wycinka rzeczywistości, który go interesuje. Ta wizja właśnie ze względu na ową niejasność i ogólnikowość nie może uchodzić za naukową — jest metafizyką. Ale ta metafizyka pełni inspirującą rolę. Skłania uczonego do takich modyfikacji, uzupełnień i doprecyzowań, by mógł on otrzymać już testowalny empirycznie model rzeczywistości. Filozofia pełni więc wedle Poppera funkcję heurystyczną, stanowiąc rezerwuar pomysłów pomaga w rozwoju nauki. Oczywiście, nie każda filozofia pełni tę funkcję. Do pewnego stopnia jest sprawą przypadku, która z nich dostąpi tego zaszczytu.

Kolejnym krokiem w stopniowej rehabilitacji filozofii była idea zewnętrznej bazy nauki, wysunięta przez polskiego filozofa i metodologa, Henryka Mehlberga. [4] Mehlberg zauważył, że gdy jakąś teorię się zaksjomatyzuje, to w przypadku najważniejszych teorii jest tak, że niektóre aksjomaty nie mają sprawdzalnego charakteru — mają więc charakter metafizyczny. Okazało się więc, że metafizyka nie tylko jest zewnętrznym względem nauki źródłem pomysłów i inspiracji dla uczonych, ale także niezbędnym założeniem twierdzeń nauki. Mehlberg nie miał jeszcze odwagi uznać ja za element samej nauki. Podzielił sztucznie bazę aksjomatyczną na wewnętrzną (należącą do nauki) i zewnętrzną (do nauki nie należącą, o metafizycznym charakterze). Ale sztuczność tego podziału nie budziła wątpliwości i dalszy krok, ku całkowitej rehabilitacji filozofii, był już tylko sprawą czasu.

W metodologicznych ujęciach filozofów nauki lat 1960-tych, Thomasa S. Kuhna i Imre Lakatosa, metafizyka stanowi już integralną część nauki. Naukę uprawia się realizując pewne wartości naukowe, ale wartości same w sobie nie mają empirycznego charakteru. Ze względu na wagę wartości Kuhn zaliczył je do podstawowych składników nauki. Filozoficzny charakter mają też wg Kuhna przekonania, co istnieje w przyrodzie i jaki ma charakter (np. istnienie atomów, pól sił, rozumienie ciepła jako substancji czy jako energii ruchu). Przekonania te Kuhn pierwotnie nazywał paradygmatami metafizycznymi, a potem — modelami. [5] Z niektórych twierdzeń teorii uczeni nigdy nie zrezygnują, żadne fakty nie obalą tych twierdzeń, są więc one niefalsyfikowalne, a tym samym metafizyczne. A jednak Lakatos uznał, że stanowią one rdzeń lub jądro teorii naukowej. [6]

Dziś w metodologii nauk nie wątpi się, że bez filozofii uprawianie nauki byłoby tylko ślizganiem się po powierzchni zjawisk. Nauka, oczywiście, to coś znacznie więcej niż filozofia. Rola doświadczenia empirycznego jest w nauce olbrzymia. Jednak nie znaczy to, że filozofię można traktować podejrzliwie czy niechętnie. A tak właśnie postępuje Phillip E. Johnson.

Uważa on za coś niewłaściwego, że teoria ewolucji korzysta ze wsparcia filozofii. Niesłusznie, bo jest to sytuacja nagminna w nauce. Odcięcie nauki od filozofii byłoby odcięciem nauki od źródła pomysłów heurystycznych, prowadziłoby do zmniejszenia alternatywnych prób wyjaśniania rzeczywistości i w konsekwencji do „zasuszenia” samej nauki.

Niechęć Johnsona jest zrozumiała. Jest człowiekiem wierzącym, a współczesny ewolucjonizm inspiruje się koncepcjami materialistycznymi i ateistycznymi. Johnsonowi naprawdę przeszkadza nie rola filozofii w ewolucjonizmie, ale charakter tej filozofii, ku której skłania się olbrzymia większość uczonych. Jeśli Johnson uważa, że sytuacja taka jest chora, to lekarstwem nie jest przecinanie rurki z kroplówką filozoficzną, ale zaproponowanie nowej kroplówki. Na szczęście eksperymenty z nauką nie kończą się niczyją śmiercią (w przeciwieństwie do eksperymentów z prawdziwą kroplówką). Eksperymentowanie jest tu bezpieczne. Johnson i zwolennicy ruchu inteligentnego projektu, zamiast koncentrować się na krytyce materialistyczno-ateistycznej filozofii inspirującej ewolucjonizm, powinni wskazywać uroki i zalety drogi alternatywnej — inspirowania nauki filozofią, która jest im bliska. Jeśli mają rację krytykując ewolucjonizm, to nauka inspirująca się odmienną filozofią powinna odnosić większe niż ewolucjonizm sukcesy. W nauce jest miejsce na pluralizm stanowisk, pluralizm poglądów i swobodną rywalizację alternatywnych punktów widzenia.

Kazimierz  Jodkowski

Przypisy

* Prof. dr hab. Kazimierz Jodkowski, Instytut Filozofii, Wydział Humanistyczny, Szkoła Nauk Humanistycznych i Społecznych, Uniwersytet Zielonogórski, Al. Wojska Polskiego 69, 65-762 Zielona Góra.

[1] I nie należy go mylić z J.W.G. Johnsonem, autorem książki Na bezdrożach teorii ewolucji (Michalineum, Warszawa — Struga 1989).

[2] Por. Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 293-304 oraz tamże Rozdział 5 (s. 319-349); Kazimierz Jodkowski, W poszukiwaniu twardego jądra ewolucjonizmu, referat wygłoszony 7 września 2000 roku na Pierwszym Zielonogórskim Sympozjum Filozoficznym „Racjonalność naukowa” (Zielona Góra 7-9 września 2000 r.) i opublikowany w Filozofii Nauki 2001, nr 2 (34), s. 7-18; Kazimierz Jodkowski, Twarde jądro ewolucjonizmu, nieopublikowany jeszcze referat wygłoszony 5 listopada 2001 roku na konferencji pt. „Granice naturalizmu w kontekście nauk przyrodniczych” zorganizowanej przez Sekcję Filozofii Przyrody i Nauk Przyrodniczych Wydziału Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (Lublin 5-6 listopada 2001), tekst ukaże się w Rocznikach Filozoficznych.

[3] „Możemy teraz bliżej wyjaśnić znaczenie naszej antymetafizycznej tezy. Teza ta stwierdza, że zdania metafizyczne — tak jak wiersze liryczne — pełnią jedynie funkcję ekspresywną, nie pełnią natomiast funkcji asertywnej. Zdania metafizyczne nie są prawdziwe ani fałszywe, ponieważ niczego nie stwierdzają, nie zawierają wiedzy ani błędu, leżą poza dziedziną poznania, teorii, poza dyskusją o prawdzie i fałszu. Mają natomiast — tak jak śmiech, liryka, muzyka — wartość ekspresywną. Wyrażają nie tyle chwilowe uczucia, ile trwałe dyspozycje emocjonalne i wolicjonalne. Tak np. metafizyczny monizm może wyrażać stan emocjonalny kogoś, kto życie traktuje jako wieczną walkę; etyczny rygoryzm może wyrażać silne poczucie obowiązku lub pragnienie despotycznej władzy. Realizm jest często symptomem typu osobowości zwanego przez psychologów ekstrawertycznym, który cechuje łatwość nawiązywania kontaktu z otoczeniem; idealizm bywa symptomem typu przeciwnego, zwanego introwertycznym, który cechuje tendencja do odwracania się od nieprzyjaznego świata zewnętrznego i upodobanie do życia w kręgu własnych myśli i fantazmatów" (Rudolf Carnap, Filozofia jako analiza języka nauki, PWN, Warszawa 1969, s. 20-21).

[4] Por. Henryk Mehlberg, O niesprawdzalnych założeniach nauki, w: Tadeusz Pawłowski (red.), Logiczna teoria nauki. Wybór artykułów, PWN,Warszawa 1966, s. 341-361 (oryginał ukazał się w Przeglądzie Filozoficznym1948, t. 44, z. 4).

[5] Omówienie poglądów Kuhna oraz stosowną bibliografię przedmiotu znaleźć można w mojej monografii Wspólnoty uczonych, paradygmaty i rewolucje naukowe, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 22, Wyd. UMCS, Lublin 1990.

[6] Por. Imre Lakatos, Pisma z filozofii nauk empirycznych, Biblioteka Współczesnych Filozofów, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 73-76. Por. też Jodkowski, Wspólnoty uczonych..., s. 63-65.

Źródło: Na Początku... styczeń-luty 2002, nr 1-2 (151-152), s. 14-19.

Akcje Dokumentu