Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Artykuły Naukowa religia człekokształtnych

Naukowa religia człekokształtnych

Jeden z najsławniejszych nowożytnych uczonych kilkakrotnie pisał, że rodzi się w nim nieodparte, głębokie przekonanie, że wszechświat nie jest dziełem przypadku. Rozważał, czy powstanie tak pięknego i harmonijnie istniejącego kosmosu nie powinien przypisać inteligentnemu Umysłowi, Pierwszej Praprzyczynie Wszechrzeczy. Ostatecznie odrzucił jednak te myśl, pisząc: „Czy umysłowi ludzkiemu, który rozwinął się — w co całkowicie wierzę — z umysłu tak niskiego jak ten, który posiadają najniższe zwierzęta, można zaufać, kiedy dochodzi on do tak wielkich konkluzji? (...) czy przekonania ludzkiego umysłu, który rozwinął się z umysłu niższych zwierząt, mają jakąkolwiek wartość, czy w ogóle można odnosić się do nich z ufnością? Czy ktokolwiek mógłby ufać przekonaniom, które są w umyśle małpy, jeśli taki umysł ma jakieś przekonania?” [1]

Już z pewnością wiesz, kto przeżywał takie rozterki. Tak, to był Karol Darwin — człowiek, który w twórczym okresie życia stracił zaufanie do swego umysłu, gdy ten z ogromnej ilości zgromadzonych danych „wyświetlił” mu w świadomości sumujący wniosek: „Wygląda na to, że istnieje Pierwsza Rozumna Przyczyna wszelkiego bytu”. Odrzucenie tego stwierdzenia dało początek naukowej religii, zwanej ewolucjonizmem globalnym, opartej na głębszej i żarliwszej wierze w stosunku do tej, jaką posiadają teiści i deiści razem wzięci.


Dziecięca wiara

Historia filozofii i nauki obnaża żenującą skłonność ludzkiego umysłu do wyobrażania sobie otaczającego świata jako prostego, wręcz prymitywnego, mechanicznego układu. Śmiejemy się z dzieci, gdy zakładając okulary dziadków siadają do kartonu, by w swej wyobraźni przerodzić się w pilotów odrzutowych samolotów. Przypuszczają, że różnica pomiędzy pudełkiem i odrzutowcem jest absolutnie nieistotna i wierzą, że ten wehikuł uniesie ich ponad chmury.

Ten sam błysk wiary skrzy się w oczach zwolenników Darwina propagujących fantazyjne opowieści o prapoczątkach życia. Wprawdzie Karol Darwin, publikując swe kontrowersyjne dzieło O powstaniu gatunków, orzekł, że „Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko”, [2] ale darwiniści jednak zupełnie wyrugowali Boga z procesu ożywienia świata. Uznali, że materia żywa wywodzi się z martwej, a cały świat organiczny wyłonił się po serii przeobrażeń z przypadkowo ożywionej i okropnie prymitywnej komórki. Tak prymitywnej, że powstała sama (!).


Kreacjonizm w ocenie darwinistów

Najmocniejszym argumentem ewolucjonistów, jaki został wysunięty pod adresem kreacjonistów, jest zarzut siermiężnej, ślepej wiary w dogmat istnienia Boga, jaki wtłoczono w ich umysły jeszcze na nauce religii. Wykrzykują oni, że kreacjonizm nie może być prawdziwy, gdyż wywodzi się z religii, a wiadomo — „religia to opium dla ludu”. W ich ujęciu kreacjonizm uwikłany jest w religię, i tylko w religię. Motywowany jest ze sfery religijnej, dopasowuje stwierdzenia do apriorycznych założeń wiary, rezygnuje ze swobody intelektualnej. Ewolucjoniści określają kreacjonistów jako nielogicznych dogmatyków, którzy zrezygnowali z używania szarych komórek. Chociaż niektórzy darwiniści różnicują kreacjonizm na naukowy i religijny, to raczej tylko w sferze słownej, w kategoriach terminologicznych, gdyż głęboko podejrzewają ogół kreacjonistów o prostacką. kołtuniarską, ślepą wiarę. Karol Sabath wyjawia: „Jestem głęboko przekonany, że kreacjoniści są ideologicznie powodowanymi pseudonaukowcami i ich argumentacja najczęściej odwołuje się do tendencyjnie wybranych (jeśli nie spreparowanych) faktów, a logika pozostawia wiele do życzenia”. [3] Podobne stanowisko reprezentuje Michael Ruse pisząc: „Naukowy kreacjonizm nie jest w ogóle nauką. Jest on prostacką, dogmatyczną religią”. [4]


Religijny charakter darwinizmu

W kontekście cierpkich słów wypowiedzianych pod adresem kreacjonizmu, jakże bulwersującym dla ewolucjonistów musi być pogląd Karla Poppera — czołowego filozofa nauki na świecie — który orzekł, iż ewolucjonizm nie jest teorią naukową, ale metafizycznym programem badawczym. [5] Kreacjonizm i ewolucjonizm są wnioskami opartymi na świadectwie pośrednim, gdyż ani kreacjoniści, ani ewolucjoniści nie mieli sposobności prowadzenia obserwacji powstania świata. Stąd obie te koncepcje mieszczą się w kategorii metafizyki. Zatem kochani ewolucjoniści, rozkładając szeroko ręce, krzyczymy: „Witajcie w rodzinie!”.

Religijną naturę ewolucjonizmu dostrzegało wielu naukowców, gdyż zwolennicy tego kierunku w swych wystąpieniach szermują wiarą, a nie świadectwem empirycznym. Duane T. Gish pisze: „Łatwo można przejrzeć literaturę ewolucjonistyczną i znaleźć wiele innych przykładów ujawniających religijną naturę ewolucyjnego obrazu świata”. [6] Również Marjorie Green, czołowa historyk nauki, stwierdza: „Darwinizm panuje nad umysłami ludzi głównie jako religia nauki (...). Zmodyfikowana, ale nadal charakterystycznie darwinowska teoria sama stała się ortodoksją, którą głoszą jej zwolennicy z religijnym zapałem i w którą wątpią ich zdaniem tylko nieliczne oszołomy, niedoskonałe w wierze naukowej”. [7]

W ocenie czołowego ewolucjonisty F.J. Ayala, Theodosius Dobzhansky i Pierre Teilhard de Chardin wierzyli w racjonalność ewolucjonizmu i propagowali go. [8] Ewolucjoniści L.S. Birch i P.R. Ehrlich określili uznawaną doktrynę jako „ewolucyjny dogmat”. [9] Wiara w darwinizm Juliana Huxleya była śmiesznie optymistyczna. Był on głęboko wierzącym ewolucjonistą. [10] Biolog J.H. Woodger nazywa zacietrzewienie ewolucjonistów „zwykłym dogmatyzmem”. [11] A znany ewolucjonista Loren Eiseley z goryczą skonstatował: „Teologom zawsze zarzucano, że nazbyt często powołują się na mity i cuda, a oto świat nauki znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, ponieważ nie pozostało mu nic innego, jak stworzyć własną mitologię, mianowicie założenie, że to, czego mimo usilnych starań nie uda się dziś udowodnić, naprawdę zdarzyło się w zamierzchłej przeszłości”. [12] Reasumując — darwinizm to namiastka i odmiana religii. To wprost paradoksalne! Ewolucjonistów posądzono o to, czym się najbardziej brzydzą. Posądzono? Nie, unaoczniono im, że ich główne tezy należy raczej nazywać dogmatami wiary. A jeżeli już mowa o dogmatach, to zróbmy śmiały krok do przodu i ułóżmy pierwsze artykuły „darwinistycznego wyznania wiary”.


Kontrowersje związane z I artykułem wiary

Pierwszy aksjomat darwinistów ma historię datującą się kilka tysięcy lat temu. Już Fenicjanie wierzyli, że życie wyłoniło się samoistnie ze zgniłego, błotnistego, wodnego roztworu. [13] Wierzono tak aż do XIX wieku, kiedy to Louis Pasteur eksperymentalnie udowodnił, że życie rodzi się tylko z żywych istot. Poważni ludzie pogląd o samorództwie wstawili między bajki.

Wyznawca, czy raczej ideolog, współczesnego ewolucjonizmu globalnego, Richard Dawkins, nawiązuje niechcący do fenickich wierzeń pisząc, że związki białkopodobne i inne, niezbędne do powstania życia, tworzyły coś w rodzaju bulionu, ekstraktu zupy, w którym „powstała przypadkowo niezwykle ciekawa cząsteczka”, która przypadkowo otoczyła się błoną i zupełnie przypadkowo zaczęła wytwarzać identyczne względem siebie struktury, które zupełnie przypadkowo uformowały się w żywy organizm zdolny do odżywiania się i rozmnażania. [14] W powyższym akapicie jedno słowo występuje zbyt często, aby treść w nim zawartą można było traktować poważnie. Jest to słowo „przypadkowo”.

Pewna grupa naukowców zwyczajnie utraciła w tym względzie trzeźwy rozum, zasadzający się na empirii (doświadczeniu), aczkolwiek i wśród elity darwinistycznej można znaleźć schizmatyków. Nie kto inny, jak właśnie Richard Dawkins, we wstępie do cytowanej publikacji napisał: „Książkę tę należałoby czytać tak, jakby była powieścią fantastyczno-naukową”. [15] Słowa te wyrażają dylemat niejednego darwinisty: Chciałoby się w te wymysły bezkrytycznie wierzyć, ale rozum nie pozwala.

Zmagania biologów i paleontologów z problemem ewolucjonizmu obserwują z zainteresowaniem znawcy innych dziedzin wiedzy i obsesyjne przywiązanie niektórych naukowców do przebrzmiałych hipotez wzbudza ich zakłopotanie. Astronomowie Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe piszą: „W biologii trudność polega na znalezieniu prostego początku. Odkryte w skałach szczątki kopalne dawnych form życia nie wskazują na taki prosty początek”. [16] Wykopaliska paleontologów świadczą, że życie dosłownie wybuchło, rozkwitło, pojawiło się nagle i nie ma żadnego śladu mozolnego przejścia form martwych w istoty żywe. Profesor William Thorpe z uniwersytetu w Cambridge z katedry zoologii, orzekł: „Wszystkie opublikowane w ciągu ostatnich dziesięciu do piętnastu lat niefrasobliwe przypuszczenia i rozważania mające na celu wyjaśnienie sposobu powstania życia okazały się nazbyt naiwne i mało sensowne”. [17]

Obrona dogmatu samorództwa, czyli powstania życia z materii martwej, jawi się nawet darwinistom jako zadanie rozpaczliwie niewykonalne. Christian De Duve, laureat nagrody Nobla, stojący na gruncie ewolucjonizmu, otwarcie przyznaje, że jest to założenie, a nie udokumentowana teza. [18]

W 1984 roku odnaleziono na Antarktydzie coś, co uznano za meteoryt pochodzący z Marsa. Owe „coś” zawierało w sobie struktury uznane przez niektórych naukowców za skamieniałości żywych form. Wysunięto więc tezę: możliwe, że ziemskie życie wyewoluowało z życia zrodzonego na Marsie. Wiara darwinistów znowu zakwitła... i zgasła. [19] Przeprowadzone badania przekreśliły darwinistyczne nadzieje.

Dogmat sugerujący powstanie żywych form z martwej materii w dalszym ciągu opiera się wyłącznie na wierze i to takiej, która jest sprzeczna ze świadectwem zmysłów i rozumu. Prowadzi to do rozdwojenia myśli. Przykładem może być G. Wald, profesor z Harvard University, który pisząc o spontanicznym zaistnieniu życia, orzekł: „Wystarczy pomyśleć o ogromie tego zadania, aby zrozumieć, że samorzutne powstanie żywego organizmu jest niemożliwe”. [20] Stwierdzenie to nie przeszkadza mu jednak złożyć wyznanie wiary: „A jednak jestem przekonany, że jesteśmy tu w wyniku samorództwa”. [21]

Kończąc „świętokradcze” rozważania nad pierwszym dogmatem ewolucjonistycznej religii, chciałbym wyrazić pewną myśl, która mnie aż olśniła. My, kreacjoniści i ewolucjoniści, my, ludzie wiary, mamy szansę wejść w przybytki nauki. Nasz wspólny los jest w waszych rękach. Cytowany już Karol R. Popper analizując kryterium demarkacji — co nauką jest, a co nie jest — orzekł, że empiryczna falsyfikowalność rozgranicza obszar nauki i fantazji. My, kreacjoniści, znaleźliśmy proste twierdzenie dotyczące życia na Ziemi, którego ewentualny fałsz można próbować doświadczalnie wykazać. Oto ono: „Życie jest taką formą organizacji materii, która w pewnym momencie została nałożona z zewnątrz w akcie stwórczym i nie może powstać inaczej”. [22] Jeżeli uda się wam, ewolucjonistom, wytworzyć żywą jednostkę (w pełnym znaczeniu tego słowa), to już nikt nie zwątpi, że ewolucjonizm jest nauką. Również i my, kreacjoniści, przy was, trochę z tyłu, trochę z boczku wejdziemy do świątyni nauki, gdyż wszyscy wreszcie zrozumieją, że kreacjoniści posiadają empirycznie falsyfikowalne stwierdzenie. [23]


Kontrowersje związane z II artykułem wiary

Drugi aksjomat darwinistów dotyczy warunków klimatycznych i fizyczno-chemicznych na pierwotnej Ziemi, we wczesnym okresie domniemanych ewolucyjnych przeobrażeń. Został on sformułowany w 1952 roku przez naukowców (ze Stanleyem Millerem na czele) dążących do laboratoryjnej syntezy substancji organicznej. Zakłada on istnienie wyrafinowanych, nienaturalnych warunków na Ziemi w okresie „ewolucyjnych pierwszych sukcesów”. Atmosfera Ziemi miałaby się wówczas składać głównie (albo wyłącznie) z wodoru, metanu, amoniaku i pary wodnej, gdyż „synteza ważnych z biologicznego punktu widzenia związków chemicznych zachodzi tylko w warunkach beztlenowych”. [24]

Założenie to jest niezwykle ważne, gdyż właśnie w takich warunkach udało się laboratoryjnie otrzymać cztery aminokwasy spośród dwudziestu tworzących białka. Musiałyby być one jednak natychmiast zabezpieczone ochronną atmosferą z zawartością tlenu, gdyż w przeciwnym wypadku zostałyby zniszczone przez promieniowanie nadfioletowe. Zatem bez gwałtownego pojawienia się tlenu, w precyzyjnie określonym czasie, zaistnienie aminokwasów jest niemożliwe. Badający te kwestie Francis Hitching charakteryzuje dylemat darwinistów następująco: „W powietrzu zawierającym tlen pierwszy aminokwas nigdy by nie powstał, natomiast w warunkach beztlenowych zostałby natychmiast zniszczony przez promieniowanie kosmiczne”. [25]

Kolejnym wybiegiem ewolucjonistów było stwierdzenie, że powstałe aminokwasy opadły (skryły się) do wody. W ten sposób zabezpieczając się przed promieniowaniem wytworzyły ów sławny bulion, który się jakoś „skleił”, skondensował i w ten sposób jakimś niezwykle szczęśliwym trafem powstały cząsteczki białka.

Ta wiara rozbija się o twarde fakty. Powstałe w eksperymencie Millera aminokwasy w ogóle nie lgnęły do siebie. Richard Dickerson zgłaszając w tej kwestii swoje wątpliwości, pisze: „Trudno więc dociec, jak polimeryzacja, czyli łączenie się mniejszych cząstek w większe, mogła przebiegać w wodnym środowisku pierwotnego oceanu, skoro obecność wody sprzyja raczej depolimeryzacji — rozpadowi dużych cząsteczek na mniejsze.” [26] Oznacza to, że w przyrodzie istnieje odmienna od sugerowanej tendencja biochemiczna. „Samorzutny rozpad jest o wiele bardziej prawdopodobny, ponieważ następuje znacznie szybciej aniżeli spontaniczna synteza”. [27]

W następnych latach S. Miller i M. Robertson podjęli próbę sztucznego wytworzenia cząsteczek RNA i DNA, które w naturalnych warunkach umożliwiają żywej komórce wykonywanie pracy i rozmnażanie się. Po przeszło dwudziestu latach pracy otrzymali oni cztery z pięciu cząsteczek tworzących RNA i DNA. Gotowi byli wówczas z przekonaniem głosić tezę o możliwości naturalnego powstania życia. Ich pewność zakłócał jeden „drobny” fakt: dwie cząsteczki (cytozyna i uracyl) powstają w temperaturze ok. 100 °C, a dwie (adenina i guanina) wymagają do powstania raczej mroźnych warunków. [28]

Współczesna teoria spontanicznego powstania życia mocno opiera się na „millerowskim dowodzie”, lecz jego wartość niech każdy sobie oceni. Jest on absolutnie bałamutny, gdyż zakłada istnienie wykluczających się wzajemnie warunków, które miałyby niby tworzyć stan pierwotnej Ziemi.

Jeżeli więc ewolucjoniści podśmiewają się z kreacjonistów, że wierzą w potęgę słów: „Niechaj się stanie”, wypowiedzianych przez Stwórcę, to również kreacjoniści mogą wyrazić swój niekłamany „podziw” nad tytaniczną wiarą swych adwersarzy.


Kontrowersje związane z III artykułem wiary

Dziewiętnastowieczna wiedza przyrodnicza opierała się na wnikliwych obserwacjach żywych organizmów, jakich można było dokonać przy pomocy zmysłów obserwatorów oraz mikroskopu optycznego, umożliwiającego odkrycie rąbka tajemnicy budowy organizmów. Istniała wówczas możliwość dwutysięcznego powiększenia elementów anatomicznych. Nawet przy tak dużym powiększeniu różne żywe formy nie prezentowały takiej złożoności, która by nie mogła być odwzorowana przez zręczne ręce malarzy i plastyków. Świat przyrody wydawał się piękny, ale dość prosty. Narastała wówczas ufność w poznawcze możliwości człowieka, wyrażona w drugiej połowie XIX wieku w poglądzie filozoficznym, zwanym scjentyzmem. Świat nauki był pewien, że uzyskanie prawdziwej wiedzy o rzeczywistości jest możliwe przez poznanie naukowe. Również osiągnięcia techniczne, określone mianem rewolucji przemysłowej, skłaniały człowieka do postawienia siebie samego na najwyższym piedestale, zarezerwowanym jak dotąd dla Boga.

Minęło około stu czterdziestu lat od opublikowania pracy tworzącej zasadnicze zręby darwinizmu. W tym okresie świat nauki przeżył rozwój, który trudno wyrazić słowami. Powstała nowoczesna chemia i biochemia, a w końcu biochemia molekularna. Mikroskop elektronowy umożliwił uzyskanie powiększenia rzędu kilkuset tysięcy razy. Mikroskop jonowy zwiększył skalę powiększenia do kilku milionów razy. Człowiek wniknął w tajemnice materii i życia. Gdy w końcu skierowano nowoczesny mikroskop na komórkę, to dostrzeżono tak złożoną i skomplikowaną strukturę, że wielu uczonych uświadomiło sobie, iż obcują z zadziwiającym dziełem Superinteligencji. W rezultacie poczęły pojawiać się poglądy podważające „naturalną łatwość” przechodzenia prasubstancji białkowych w postać komórki. Niektórzy uczeni orzekli, że „przejście od makrocząsteczki do komórki jest skokiem o fantastycznych wymiarach, który leży poza zakresem testowalnej hipotezy. W tej dziedzinie wszystko jest przypuszczeniem”. [29] Sama zaś komórka jest mikroskopijną strukturą o średnicy 0,025 milimetra, ale posiada w sobie tyle specyficznych mechanizmów bezustannie zaangażowanych w biochemiczne reakcje, że ze względu na procesy w niej zachodzące i wyspecjalizowane molekuły można ją przyrównać do wielozakładowego koncernu chemicznego. „Każda komórka jest światem wypełnionym po brzegi mniej więcej dwustu bilionami maleńkich grup atomów zwanych cząsteczkami”. [30] Ich istnienie jest celowe. Na przykład jądro komórkowe człowieka o średnicy mniejszej aniżeli 0,01 milimetra, mieści w sobie łańcuch składający się z czterdziestu sześciu typów ogniw, chromosomów, o łącznej długości ok. dwóch metrów. [31] Łańcuch ten zawiera całą informację genetyczną człowieka, wszelkie informacje o budowie i procesach życiowych. „Każde jądro komórkowe dowolnego organizmu zawiera bazę danych o zawartości informacji większej niż trzydzieści tomów Encyklopedii Britannica”. [32]

Jest oczywiste, że komórka nie jest tworem samym dla siebie. Jest jak gdyby atomem, cząstką całości, współprzyczyniającą się do życiowego powodzenia całego organizmu. Jest integralną częścią żywego osobnika produkującą substancje i przyjmującą te, których potrzebuje, gdyż „w błonach komórkowych są kanały i pompy, które w określony sposób sterują dopływem i odpływem składników odżywczych, produktów przemiany materii, jonów metali itp.”. [33] Każdy element tkwiący w komórce jest tak precyzyjny i „nasycony” celowością, że można ją przyrównać do pieczęci informującej o poziomie doskonałości Stwórcy.

O złożoności jednej komórki świadczy wspomniana wielkość informacji niezbędna do odtworzenia organizmu. A przecież komórki są połączone w zespoły tworzące narządy, których skomplikowana budowa świadczy o twórczej procedurze opartej na inteligentnym projekcie. Celowa złożoność narządów stała się przedmiotem badań Michaela J. Behego, profesora wydziału chemii Uniwersytetu Lehigh w Bethlehem w Stanach Zjednoczonych. Stwierdził on, że na mikroskopowym poziomie wiele struktur prezentuje niewyobrażalną złożoność. Co więcej, struktury te są nieredukowalnie złożone, co oznacza, że zbudowane są z licznych części, które wszystkie muszą być obecne, aby całość mogła funkcjonować. Każda z części jest naprawdę ważna, jak poszczególne kółka zębate w tradycyjnym zegarku. Urządzenie działa, gdy wszystkie części są obecne. Podobnie jest z niektórymi częściami żywego organizmu. Owe nieredukowalnie złożone struktury nie mogły wyewoluować stopniowo, gdyż dopóki dana struktura nie zostanie skompletowana, nie może pełnić jakiejkolwiek funkcji, którą darwinowski dobór naturalny mógłby selekcjonować. Przepraszam, że w artykule tym — o charakterze popularyzatorskim — przytoczę dosłowną, naukową wypowiedź, obrazującą proces widzenia, gdyż jest on właśnie tak nieredukowalnie złożony. „Wiemy obecnie, że gdy światło pada na siatkówkę, cząsteczka organiczna, zwana 11-cisretinal, absorbuje foton, co powoduje, że przekształca się ona na transretinal. Zmiana kształtu cząsteczki retinalu powoduje zmianę kształtu pręcikowych komórek oka, co hamuje transport jonów sodu przez komórkę. To z kolei powoduje hiperpolaryzację membrany komórkowej i w końcu wywołuje prąd, który przepływa w dół nerwu optycznego do mózgu. Oto co znaczy 'wyjaśnić' widzenie. To jest poziom wyjaśnienia, do którego zmierzają nauki biologiczne”. [34]

Jak można podtrzymywać koncepcję Darwina o przypadkowości zaistnienia: oka, ucha, narządu równowagi, kosmków oczyszczających płuca, zdolności krzepliwości krwi, procesu reprodukcji komórki? A jednak niektórzy teolodzy, filozofowie i przyrodnicy podtrzymują życie darwinizmu. Tym dogmatykom ewolucji profesor M.J. Behe proponuje: Napiszcie artykuł o ewolucji jakiegokolwiek znanego systemu biochemicznego, bo jak dotąd ukazało się zero artykułów na ten temat. Kompromitujące zero. Kochani darwiniści, nie leniuchujcie, tylko bierzcie się do pracy. Wykażcie prawdziwość waszych dogmatów. W ocenie chrześcijańskiej wiara ma rację bytu, gdy jest wiarą rozumną.

Kończąc ten artykuł chciałbym zrelacjonować jedno z ostatnich doniesień naukowych. Informacja dotyczy powszechnie występującego w formach żywych enzymu zwanego ATP-azą protonową. Otóż najważniejszy funkcjonalny element tego enzymu spełnia funkcję silnika, w którym „ośka” (średnicy jednej milionowej części milimetra) tkwi w „rurce” (średnicy pięciu milionowych części milimetra) i kręci się z szybkością około dwudziestu obrotów na sekundę, posiadając prawo 100% wydajności pracy w stosunku do zużywanego paliwa. [35] Bóg wie, po co się to kręci, ale się kręci, a opisane urządzenie nie jest fantazją naukową — tak jak np. darwinizm — ale realną rzeczywistością, którą udokumentował przy pomocy kamery sprzężonej z mikroskopem zespół czterech japońskich uczonych: Noji, Yasuda, Yoskida i Kinsita jr.

Przedstawione powyżej doniesienie naukowe odbiło się szerokim echem w kręgach kreacjonistów i ewolucjonistów. I z pewnością w niejednym umyśle zrodziła się ponownie „wielka konkluzja” dotycząca istnienia Superinteligentnego Stwórcy. Zachodzi „obawa”, że postęp wiedzy doprowadzi do zaniku wyznania, zwanego darwinizmem, do upadku naukowej religii człekokształtnych.

Zdzisław  Ples

Przypisy

[1] F. Darwin (ed.), Life and Letters of Charles Darwin, 1898, t. 1, s. 282, 285.

[2] K. Darwin, O powstaniu gatunków, Warszawa 1959, s. 515.

[3] K. Sabath, Na bezdrożach kreacjonizmu „naukowego”, w: E.Moczydłowski (red.), Pan Bóg czy dobór naturalny, Megas, Białystok 1994, s. 81.

[4] M. Ruse cytowany przez A. Paszewskiego, Czy teoria ewolucji naprawdę „się sypie”?, w: Moczydłowski (red.), Pan Bóg czy dobór..., s. 22.

[5] K. Popper w: P.A. Schilpp (ed.), The Philosophy of Karl Popper, OpenCourt Publishers, La Salle, Illinois 1974, t. 1, s. 133-143.

[6] D.T. Gish, Natura nauki i teorii pochodzenia, Na Początku... 1997, nr 8A, s. 213.

[7] M. Grene, Encounter 11/1959, s. 48, 50.

[8] F.J. Ayala, wg Gish, Natura nauki..., s. 212.

[9] L.S. Birch, P.R. Ehrlich, Nature 1967, t. 214, s. 369.

[10] J. Farley, The Spontaneous Generation Controversy from Descartes to Oparin, The Johns Hopkins University Press, 1979, s. 74-75.

[11] L. Eiseley, The Immense Journey, 1957, s. 200.

[12] Tamże, s. 199.

[13] J. Archutowski, Kosmologia biblijna, Kraków 1934.

[14] R. Dawkins, The Selfish Gene 1976, s. 14.

[15] Tamże, s. IX.

[16] Hoyle, C. Wickramasinghe, Evolution from Space, 1981, s. 8.

[17] F. Hitching, The Neck of the Giraffe, 1982, s. 68.

[18] Ch. De Duve, w: J.D. Morris, Jak powstało życie?, Na Początku... 1996, nr 12A, s. 325.

[19] Wiedza i Życie 1969 nr 11.

[20] Scientific American 1954, No. 8, s. 46.

[21] Tamże, s. 46.

[22] K. Jodkowski, Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne. Wywiad z Mieczysławem Pajewskim, Na Początku... 1995, nr 3, s. 69.

[23] Od redakcji: Mała poprawka — kreacjonizm stanie się naukowy nie dopiero wówczas, gdy ewolucjoniści utworzą żywą komórkę, ale już teraz jest naukowy, gdyż możemy sobie wyobrazić eksperyment, który kreacjonizm obala. Według Karla Poppera wystarcza tu sama możliwość obalenia.

[24] S.L. Miller, L.E. Orgel, The Origins of Life on the Earth, 1974, s. 33; por. H. Ross, Wątpliwy sukces zagorzałych zwolenników syntezy życia, Na Początku... 1996, nr 12A, s. 320-323.

[25] Hitching, The Neck of the Giraffe..., s. 65.

[26] R.E. Dickerson, Chemical Evolution and the Origin of Life, Scientific American 1978, No. 9, s. 75.

[27] G. Wald, The Origin of Life, Scientific American 1954, No. 8, s. 49.

[28] Ross, Wątpliwy sukces..., s. 321-322.

[29] D.E. Green, R.F. Goldberger, wg Gish, Natura nauki..., s. 209.

[30] R. Gore, The Awesome Worlds Within a Cell, National Geographic 1976, No. 9, s. 358.

[31] Tamże, s. 360.

[32] A. Gąsiorowska, Ewolucja i prawdopodobieństwo, Na Początku... 1995, nr 12A, s. 292.

[33] L. Orgel, Darwinism at the Very Beginning of Life, New Scientist 1982, No. 4, s. 151.

[34] M.J. Behe, Biologiczne systemy molekularne. Eksperymentalne poparcie dla kreacjonizmu, Na Początku... 1995, nr 4, s. 93-94.

[35] P. Lenartowicz, Najmniejszy silniczek wszechświata, Na Początku... 1997, nr 6, s. 141-144.

Źródło: Na Początku... lipiec 1999, nr 7 (118), s. 194-206. (Zdzisław Ples, Naukowa religia człekokształtnych, Znaki Czasu 1999, nr 4, s. 11-13; przedruk za zgodą Autora.)

Akcje Dokumentu