Personal tools
You are here: Home Artykuły Ewolucja jest rzeczą biologicznie niemożliwą

Ewolucja jest rzeczą biologicznie niemożliwą

Charles Darwin śnił na jawie, gdy pisał, że jest w stanie wyobrazić sobie, jak "w jakimś ciepłym, niewielkim stawku" wraz z rozmaitymi rodzajami soli oraz przy wsparciu elektryczności spontanicznie powstała pierwsza żywa komórka. [1] Sen Darwina o magicznych mocach soli i elektryczności może pochodzić od jego dziadka, o którym Mary Shelley tak napisała w 1831 roku w swoim wprowadzeniu do Frankensteina:

Rozprawiali o eksperymentach doktora Darwina (...), który przechowywał kawałek makaronu wermiszel w szklanym pojemniku aż do chwili, gdy ów na skutek nadzwyczajnych środków zaczął się dobrowolnie poruszać sam z siebie.

Sama Shelley spekuluje dalej, że to galwanizm (elektryczność) był tym nadzwyczajnym środkiem. [2] Wszystkie teorie wymagają testu, kupiłem więc trochę wermiszelu i trzymałem go przez miesiąc w roztworze soli w probówce, ale nigdy nie zauważyłem żadnego ruchu czy to spontanicznego, czy też innego rodzaju. Użyłem także cewki Tesli, aby przeprowadzić przezeń "galwanizm" do żarówki fluoryzującej. Żarówka wprawdzie świeciła, a makaron w końcu zaczął się gotować, ale nigdy się nie ożywił.

"Buldog Darwina", Thomas Huxley, miał wizję siebie samego na pierwotnej Ziemi, jako "świadka ewolucji żywej protoplazmy, wyłaniającej się z materii nieożywionej." [3] W czasach Huxleya komórkę wyobrażano sobie beztrosko jako kroplę protoplazmy. A on sam mógł przeczytać podtytuł, jaki Mary Shelley dała Frankensteinowi: "Współczesny Prometeusz." Prometeusz był greckim mitycznym Tytanem, który ukształtował człowieka z gliny, a następnie go ożywił. Mit ten jest może najwcześniejszym odwołaniem się do abiogenezy, ożywienia materii nieorganicznej. Aby wypróbować wszystkie możliwości, ulepiłem człowieka z gliny i skierowałem iskrę z cewki Tesli po jego powierzchni do żarówki, aż zaczęła świecić. Jednak gliniany człowiek pozostał martwy.

Obecnie ewolucjoniści odwołują się do "pierwotnej zupy", aby ten "mały, ciepły stawik" rozszerzyć do większego obszaru, do oceanów. Dążą oni do tego, by pierwsza komórka powstała spontanicznie. Słoną wodę muszą więc nasycić (proszę wziąć głęboki oddech!) wielocukrami, lipidami, aminokwasami, helisami alfa, łańcuchami polipeptydowymi, powiązanymi czwartorzędowymi pojednostkami białkowymi oraz nukleotydami. Wszystkie one muszą być utrzymane we właściwej proporcji, aby mogły uformować funkcjonujące struktury komórkowe, systemy energetyczne, długołańcuchowe białka oraz kwasy nukleinowe. [4] Następnie podczas burzy elektrycznej odpowiednie mieszanki DNA i mRNA, rybosomów, błon komórkowych oraz enzymów znalazły się na właściwych miejscach we właściwym czasie. Tak zespoliła się pierwsza komórka, zrywając się do życia. [5] Opowieść ta mówi dalej, że owa cudowna pierwsza komórka wypełniła oceany potomstwem współzawodniczącym w tej niesamowitej wielocukrowej, lipidowej, aminokwasowej, nukleotydowej, kanibalistycznej biesiadzie. Drapieżniki te rozrzedziły tę zupę do postaci wodnych oceanów, jakie dzisiaj mamy, podczas gdy ofiary uniknęły zagłady dzięki mistycznej przemianie w obecne skomplikowane zwierzęta i rośliny, albo może było odwrotnie, gdyż nie było tam nikogo, kto mógłby to zapisać. Uczniowie Darwina i Huxleya zapewniają nas, że historyjka typu: "za górami, za lasami był sobie staw" ciągle wystarcza na to, aby uzyskać kropelkę protoplazmy potrzebną dla spontanicznego wytworzenia się takiej komórki, jaką znamy dzisiaj. Wszystko jednak się załamuje, kiedy poprosimy o dowody. Pojawiają się nieprzezwyciężalne przeszkody, kiedy chcemy odtworzyć komórkę w laboratorium, pomimo faktu, że odtworzenie jest stokroć łatwiejsze, niż wykonanie oryginalnego projektu. Dziwne, skąd się biorą te przeszkody, skoro składniki komórki tak łatwo mają się same tworzyć, a cząsteczki węgla wydają się mieć taką wrodzoną tendencję do wzajemnego łączenia się.

Spróbowałem po prostu sprawdzić tą rzekomą tendencję węgla do wzajemnego łączenia się. Umieściłem jeden milimetr sześcienny indyjskiego atramentu (sadzy) w 27 centymetrach sześciennych wody destylowanej. Atrament spłynął na dno probówki, gdzie uformował ciemną mgiełkę, która po 14 godzinach rozpłynęła się całkowicie do równomiernego odcienia szarości. Węgiel w wodzie się rozprasza, nie pozostaje w tym samym miejscu, jak wówczas, gdy jego kropla spadnie na papier. Na tym prostym poziomie widać, że nie ma żadnych dowodów, że "pierwotna zupa" jest czymś innym, jak tylko wytworem fantazji.

W nauce ciężar dowodzenia spoczywa na osobie, która proponuje daną teorię. Tak więc chociaż to na ewolucjonistach spoczywa ciężar dostarczenia jakichś dowodów na rzecz ich barwnych opowiastek, nie czują oni żadnej odpowiedzialności, by zdać szczegółowe relacje z jakichkolwiek dowodów wskazujących na wykonalność takiego zadania. Wręcz przeciwnie, dają oni do zrozumienia, że każdy, kto wymaga od nich spełnienia normalnych wymagań nauki, jest albo umysłowo niedorozwinięty, albo obłąkany, albo wykazuje złą wolę. Na przykład profesor Richard Dawkins wypowiedział takie oto słowa: "Można z całym spokojem stwierdzić, że jeśli spotkacie kogoś, kto twierdzi, iż nie wierzy w ewolucję, to jest on ciemny, głupi, obłąkany (lub złośliwy, ale raczej nie będę tego rozważał)." [6] Zamiast przyjąć odpowiedzialność za przedstawienie dowodu, ewolucjonista ów uprawia propagandę, zastraszając ludzi.

Information Theory and Molecular Biology

Information Theory and Molecular Biology

Aby dać lepszy przykład, sami podejmijmy to dowodowe brzemię ewolucjonisty, by zobaczyć dokąd nas ono poprowadzi. Spostrzeżemy najpierw, że najwyraźniej wszystkie funkcje żywego organizmu w dużej mierze zależne są od struktury jego białek. Tak więc tropienie pierwszej komórki prowadzi nas do mikrobiologicznej geometrii aminokwasów i do wyliczeń prawdopodobieństwa utworzenia się białka w ślepym przypadku, o którym mówi ewolucjonizm. Hubert Yockey opublikował monografię na temat danych mikrobiologii, teorii informacji i matematyki potrzebnych do takiego wyliczenia. Zgodnie z nimi prawdopodobieństwo wyewoluowania jednej cząsteczki izo-1-cytochromu c, małego białka występującego powszechnie w roślinach i u zwierząt, wynosi zaledwie jeden do 2,3 razy dziesięć miliardów vigintillionów. Ogrom tej niemożliwości można docenić, jeśli uświadomimy sobie, że dziesięć miliardów vigintillionów to jedynka z 75 zerami. Przekładając to na język ewolucyjny: jeśli przypadkowa mutacja następowałaby co sekundę od czasu domniemanych narodzin Wszechświata, wówczas ta cząsteczka białka do obecnej chwili przebyłaby tylko 43% drogi do ukończenia swej budowy. Yockey wywnioskował, że: "Początek życia poprzez przypadek w pierwotnej zupie jest nieprawdopodobny tak samo jak perpetuum mobile." [7]

Richard Dawkins w istocie rzeczy zgadza się z Yockeyem: "Przypuśćmy, na przykład, że mamy ochotę twierdzić, że życie powstało w momencie, gdy i DNA, i białkowa maszyneria jego replikacji powstały spontanicznie i przypadkowo. Na luksus tak ekstrawaganckiej teorii można sobie pozwolić pod warunkiem, że prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zbiegu okoliczności jest nie mniejsze niż jeden na 100 miliardów miliardów." [8] Te 100 miliardów miliardów wynosi 1020. Tak więc własne kryterium Dawkinsa, dotyczące probabilistycznego nieprawdopodobieństwa - mniej niż jedna szansa na 1020 - zostało dla tylko jednej cząsteczki, jednego małego białka, przekroczone o 50 rzędów wielkości. Teraz, gdy w praktyce profesor Dawkins dołączył do nie wierzących w ewolucję, grzeczność zabrania dowiadywać się, czy uważa on siebie za "ciemnego, głupiego, obłąkanego czy złośliwego."

Zajmijmy się kryteriami ostrzejszymi. Na przykład Borel stwierdził, że zjawiska mające bardzo małe prawdopodobieństwo nie występują. Arbitralnie ustanowił on to prawdopodobieństwo jako jeden do 1050. I znowu zgodnie z tym ostrzejszym kryterium widzimy, że prawdopodobieństwo wyewoluowania jednej cząsteczki jednego białka jest mniejsza tym razem o 25 rzędów wielkości. [9]

Pójdźmy dalej. Zgodnie z tym, co mówi Dembski, Borel nie odróżnił należycie wydarzeń wysoce nieprawdopodobnych, przypisywanych słusznie przypadkowi, od wydarzeń przypisywanych słusznie czemuś innemu. Borel nie wyjaśnił jakie konkretnie wartości liczbowe odpowiadają małym prawdopodobieństwom. Dembski więc sam poprawił te braki i sformułował kryteria niezwykle ostre. Wyliczył, że we Wszechświecie znajduje się 1080 cząstek elementarnych, i zadał pytanie, ile razy na sekundę mogłoby się coś wydarzyć przez przypadek. Otrzymał wynik 1045. Następnie obliczył liczbę sekund od początku Wszechświata aż do teraźniejszości i dla pewności pomnożył ją przez miliard, otrzymując wynik 1025. W ten sposób otrzymał 1080 x 1045 x 1025 = 10150 dla swojego Prawa Małego Prawdopodobieństwa. [10]

Nie byłem w stanie znaleźć kryterium ostrzejszego niż kryterium Dembskiego: jedna szansa na 10150. Coś tak rzadkiego jak to prawdopodobieństwo nie miało absolutnie żadnej możliwości wydarzenia się przez przypadek w jakimkolwiek momencie czasu, poprzez jakikolwiek tylko możliwy do wyobrażenia czynnik, poprzez jakiekolwiek procesy, jakie tylko można sobie wyobrazić w ciągu całej historii Kosmosu. A jeśli to wyszczególnione wydarzenie nie miało regularnego charakteru, a tak jest z początkiem życia, i jeśli nie jest ono przypadkiem, jak udowadnia kryterium Dembskiego oraz rozważania probabilistyczne Yockeya, wtedy musiało się ono pojawić wskutek projektu. Jest to jedyna pozostała możliwość.

The Design Inference

The Design Inference

Powracając teraz do prawdopodobieństwa wyewoluowania jednej cząsteczki jednego białka jako jednej szansy na 1075 widzimy, iż nie spełnia ono kryterium niemożliwości podanego przez Dembskiego (jest liczbą mniejszą niż jedna szansa na 10150; wyewoluowanie jednej cząsteczki jest więc z tego punktu widzenia zdarzeniem możliwym). Ale już równoczesne pojawienie się dwóch cząsteczek jednego białka może spełnić to kryterium, czyli być zdarzeniem niemożliwym, a daleko jest jeszcze do utworzenia żywej komórki. Dla minimalnej komórki potrzeba by było 60 tysięcy białek o stu różnych konfiguracjach. [11] Gdyby surowce te mogły ewoluować jednocześnie i gdyby przeciętnie nie były one bardziej złożone niż cząsteczka izo-1-cytochromu i gdyby białka te pojawiły się na miejscu konstruowania się komórki, wtedy moglibyśmy o wiele za nisko oszacować szanse wyewoluowania pierwszej komórki. Takie prawdopodobieństwo wynosi jedną szansę na więcej niż 104 478 296. Jest to zawrotna liczba, gdyż posiada 4 478 296 zer. Jeśli uznamy jedną szansę na 10150 przypadków jako standard dla niemożliwości, wtedy ewolucja pierwszej komórki jest więcej niż 104 478 146 razy bardziej niemożliwa.

Rozmnażanie można nazwać regularnością z tego powodu, że miliardy ludzi było świadkami miliardów nowych osobników przybywających na świat w ten sposób - w żaden inny - przez tysiące lat. Początek życia był wyjątkowym wydarzeniem, z pewnością nie był regularnością. Tak więc zgodnie z tym, co mówią matematyczni logicy, jedynymi możliwościami, jakie pozostały, są te, że albo życie spowodowane było przez przypadek, albo przez celowy projekt. Standard niemożliwego przypadku wyeliminował ewolucję, tak więc jedyną pozostającą możliwością jest to, że życie zostało zaprojektowane. Prawdopodobieństwo poprawności tego wniosku jest odwrotnością prawdopodobieństwa, które wyeliminowało ewolucję, to znaczy 104 478 296 przypadków do jednego.

Chociaż pewność projektu została wykazana poza wszelką wątpliwością, nauka nie potrafi zidentyfikować projektanta. Jeśli projektant posiadał wystarczającą inteligencję, by skonstruować komórkę i wszystkie formy życia, pogląd, że skonstruował on tylko jedną komórkę, pozostawiając resztę przypadkowi, nie jest zbyt logiczny. Jedyną logiczną możliwością jest to, że projektant ten zaprojektował i zbudował całą strukturę, całą o ustalonej doskonałości biosferę. Wydaje się, że nauka w swoich wnioskach dalej posunąć się już nie może.

Życie zostało zaprojektowane. Nie ewoluowało. Pewność tych wniosków jest równa 104 478 296 (za jedynką znajduje się 4 478 296 zer) do jednego. Dowód ten wskazuje na Projektanta, który zaprojektował i zbudował całą biosferę, a dla jej funkcjonowania - cały Wszechświat. Źródła historyczne przekazują właściwe i dodatkowe informacje o Projektancie, ponieważ nauki biologiczne nie są w stanie sprostać temu zadaniu.

Joseph  Mastropaolo

Przypisy

* Dr Mastropaolo wykłada fizjologię w ICR Graduate School, El Cajon, California.

[1] F. Darwin (ed.) The Life and Letters of Charles Darwin, John Murray, London 1888, vol. 3, s. 18.

[2] Mary W. Shelley, Frankenstein: or, The Modern Prometheus, Henry Colburn and Richard Bentley, London 1831, Introduction, s. 9.

[3] Thomas H. Huxley, Biogenesis and Abiogenesis, w: Collected Essaysof Thomas H. Huxley, vol. 8, Discourses Biological and Geological, Greenwood Press, New York 1968, s. 256. Oryginał artykułu pochodzi z roku 1870.

[4] Michael J. Behe, Darwin's Black Box: The Biochemical Challengeto Evolution, Touchstone, New York 1996, s. 262-268.

[5] Michael Denton, Evolution: A Theory in Crisis, Adler & Adler, Bethesda, Maryland 1986, s. 263.

[6] Phillip E. Johnson, Darwin On Trial, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1993, s. 9 (tłum. polskie: Sąd nad Darwinem, „Vocatio”, Warszawa 1997, s. 23). [Od redakcji Na Początku...: Philip E. Johnson nie podaje w swej książce źródła tej wypowiedzi Dawkinsa. Pochodzi ona znapisanej przez tego ostatniego recenzji książki Maitlanda Edeya i Donalda Johansona, Blueprints i opublikowanej w New York Times Book Review 9 kwietnia 1989 roku.]

[7] Hubert P. Yockey, Information Theory and Molecular Biology, Cambridge University Press, Cambridge 1992, s. 255, 257.

[8] Richard Dawkins, The Blind Watchmaker: Why the Evidence of Evolution Reveals a Universe Without Design, W.W. Norton & Co., NewYork 1996, s. 146 (tłum. polskie: Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, Państwowy Instytut Wydawniczy, Biblioteka Myśli Współczesnej, Warszawa 1994, s. 234).

[9] Por. William A. Dembski, The Design Inference: Eliminating Chance Through Small Probabilities, Cambridge University Press, Cambridge 1998, s. 5.

[10] Por. Dembski, The Design Inference..., s. 209-210.

[11] Por. Denton, Evolution: A Theory in Crisis..., s. 263; H.J. Morowitz, The Minimum Size of Cells, w: G.E.W. Wostenholme and M.O'Connor (eds.), Principles of Biomolecular Organization, J.A. Churchill, London 1966, s. 446-459.

Źródło: Na Początku..., styczeń-luty 2000, nr 1-2 (125-126), s. 4-11.


Joseph Mastropaolo, Ph.D., Evolution Is Biologically Impossible, Acts & Facts November 1999, vol. 28, No. 11, Impact #317. Za zgodą Redakcji z jęz. angielskiego tłum. Katarzyna Gieremek.

 

Document Actions
« February 2020 »
February
MoTuWeThFrSaSu
12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829