Personal tools
You are here: Home Artykuły Andrzej Bonimirski, Rozumny czy wyprostowany?, Wiedza i Życie styczeń 2001, s. 32-36.

Andrzej Bonimirski, Rozumny czy wyprostowany?, Wiedza i Życie styczeń 2001, s. 32-36.

Autor omawia różne ewolucjonistyczne teorie pochodzenia człowieka. Wspomina m.in. pogląd, że było kilka fal "emigracji" z Afryki. Z poglądem tym związana jest też i zagadka. Badania mitochondrialnego DNA pokazują, że pitekantropy azjatyckie (zwane dzisiaj Homo erectus, człowiek wyprostowany; które powstały 1,8 mln lat temu w Afryce z Homo habilis, czyli człowieka zręcznego i które wyemigrowały wkrótce do Azji) nie mają nic wspólnego z człowiekiem rozumnym, który powstał 100-200 tys. lat temu również w Afryce i który znacznie później przywędrował z Afryki do (m.in.) Azji i wyparł tam pitekantropy. Jednak "w żadnej okolicy świata, gdzie pitekantropy zostały zastąpione przez ludzi rozumnych, nie napotyka się nieciągłości czy gwałtownych zmian ani w materiałach kostnych, ani w wytworach kultury" (s. 35). Trzeba by więc przyjąć, że w obu falach emigracyjnych (pitekantropów i ludzi) to samo środowisko, np. azjatyckie, spowodowało te same cechy kostne i kulturowe. "Z punktu widzenia prawidłowości ewolucji jest to mało prawdopodobne" (s. 35) — orzeka autor artykułu. Zdaniem niżej podpisanego jednak nie takie nieprawdopodobieństwa musimy przyjmować na wiarę od ewolucjonistów i jak się nie da inaczej, to się okaże, że rozwiązanie to jest bardzo prawdopodobne, a nawet jedyne logicznie możliwe (a kto będzie uważać inaczej, będzie ignorantem lub chorym umysłowo).

Ale ewolucjoniści mogą odrzucać jedną ze swoich koncepcji jako mało prawdopodobną, gdyż zaproponowano inne rozwiązanie, tym razem policentryczne. "W różnych rejonach świata populacje pitekantropa (czyli Homo erectusa) przekształcały się drogą ewolucji w człowieka rozumnego (Homo sapiens). Fakt, że powstał jeden gatunek człowieka, a nie kilka [np. inny w Europie, inny w Azji], tłumaczy się stałą wymianą genów między ewoluujacymi populacjami" (s. 35-36). Autor stwierdza jednak, że jest to słaby punkt tej teorii. "W jaki sposób pradawny mężczyzna ze wschodniej Azji mógł mieszać geny z pradawną kobietą z Europy? Przecież nie mieli do dyspozycji Kolei Transsyberyjskiej..." (s. 36).

Wyraźnie autor, notabene emerytowany profesor Akademii Medycznej w Gdańsku, zapomniał, jak to było, gdy był młody i nie docenia możliwości zakochanych: kto kocha, to i wiele może. Człowiek, jak chce zamieszać trochę genów, zdolny jest do wielkich osiągnięć i wyrzeczeń.

Dla tych, którzy nie wierzą w potęgę miłości jest trzecie rozwiązanie, samego Richarda Leakeya. Pitekantropy azjatyckie pochodzą z jednej fali emigracji z Afryki, człowiek rozumny z innej, ale gdzie napotkał miejscowe populacje pitekantropa, to nic, tylko od razu brał się za krzyżowanie z nimi. Po prostu rozumni byli bardzo kochliwi. Kochliwość stawia wprawdzie pod znakiem zapytania rozumność, ale niech będzie, nie w takie rzeczy wierzymy ewolucjonistom na słowo. Problem jednak w tym, że takie krzyżowanie się powinno znajdować odzwierciedlenie w DNA mitochondrialnym. A, niestety, nie ma.

Co w tej sytuacji robić? Oczywiście, nie porzucać teorii ewolucji — to nawet przez chwilę nie może się pojawić w głowie prawdziwego uczonego — a zmieniać jakieś założenia. Może więc — pyta autor — źle wyskalowano "zegar DNA"? Może mitochondrialna Ewa, pramatka (w pewnym uproszczeniu) wszystkich Homo sapiens, żyła nie 200 tys. lat temu, jak się obecnie sądzi, ale znacznie dawniej, jeszcze przed pierwszą falą emigracji z Afryki (przed tą, od której pochodzą pitekantropy, Homo erectus)? Jeśli jednak człowiek rozumny jest starszy z 10 razy, niż się dotąd sądziło, to znaczy — konkluduje autor — że jesteśmy jedynie podgatunkiem człowieka wyprostowanego.

Autor najwyraźniej uważa, że coś trzeba zmienić w panujących poglądach, ale my, kreacjoniści, tak lubimy ewolucjonistów, że możemy ich pocieszyć. Panowie, nie jest tak źle! Naprawdę! Na przykład koncepcję, że były dwie fale emigracji afrykańskiej oddzielone przez ponad półtora miliona lat, da się utrzymać (jak wszystkie inne hipotezy ewolucjonistyczne). Tylko trzeba zwrócić uwagę na parę szczegółów. Wcześniej w Azji znalazły się małpoludy, silne i dzikie stwory, na pewno silniejsze od rozumnego choć kochliwego, który — jak pisze autor artykułu — "anatomicznie był identyczny z ludźmi, którzy obecnie chodzą po ulicach" (s. 35). A jak wygląda anatomia ludzi, którzy obecnie chodzą po ulicach, to my dobrze wiemy. Czy taki cherlak, zwany dziś mężczyzną, miał jakiekolwiek szanse zamieszać geny z napotkaną silną małpoludką? Czy miałaby ona ochotę "mieszać" z cherlakiem, skoro miała pod ręką hordę prawdziwych mężczyzn, którym nawet Schwarzenegger nie dorówna? Ale jest i druga strona medalu. Jak taki Schwarze..., chciałem powiedzieć, małpolud napotka rozumną i kochliwą, to jaki będzie rezultat? Oczywiście, będą z taką ochotą mieszać geny, że rozumni mogą stracić rozum. Gdyby jeszcze rozumna się opierała, uciekała, skakała do rzeki jak Wanda, co nie chciała Niemca, ale przecież sam autor napisał, że ówcześni rozumni niczym się nie różnili od ludzi, którzy obecnie chodzą po ulicach. A co na temat miłości uważają kobiety, zwłaszcza te, co to "chodzą po ulicach", to my dobrze wiemy.

No, i mamy rozwiązaną zagadkę genetyczną. Mieszanie genów nie pozostawiło żadnych śladów w mitochondrialnym DNA, bo to nie my u ichnich kobiet, ale oni u naszych mieszali. A mitochondrialne DNA dziedziczy się w linii żeńskiej.

Tak lubimy ewolucjonistów, że zgadzamy się, by wykorzystali tę teorię do swoich celów. I mogą nawet jak Darwin, który "pożyczył" (...i nie oddał) ideę doboru naturalnego od kreacjonisty Edwarda Blytha, uznać ją za swoją.

Ale autor artykułu przedstawia inny obraz: z Homo erectusa wyłonił się człowiek neandertalski i człowiek rozumny. Badania genetyczne pokazują, że neandertalczycy nie krzyżowali się z "rozumnymi" (co — oczywiście — tłumaczy, dlaczego musieliśmy ich wymordować: przecież dla kochliwych rozumnych odmowa krzyżowania musiała być afrontem nie do zniesienia). Po powstaniu człowieka rozumnego pozostali też przez pewien czas przy życiu ludzie wyprostowani Homo erectus (te azjatyckie pitekantropy), którzy zapomnieli wyewoluować w człowieka rozumnego. Ale po jakimś czasie też jakoś znikli.

Tak czy inaczej nie jesteśmy znowu tacy ludzcy, jak myślimy. W gruncie rzeczy jesteśmy tylko rasą czyli odmianą małpoludów. Co wszyscy podejrzewaliśmy, odkąd poznaliśmy teorię ewolucji.

Mieczysław Pajewski

Przypisy

Źródło: Na Początku... styczeń-marzec 2001, nr 1-3 (138-140), s. 84-87

Document Actions
« February 2020 »
February
MoTuWeThFrSaSu
12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829