Personal tools
You are here: Home Artykuły George Kerevan, Fundamentalist religion, The Scotsman March 11, 2002.

George Kerevan, Fundamentalist religion, The Scotsman March 11, 2002.

— filed under:

Autor artykułu w tym szkockim piśmie przyznaje się, że należy do mniejszości: jest ateistą. Uważa, że szkoda czasu na przypuszczenia o jakimś nadnaturalnym stwórcy, skoro Wszechświat można doskonale wyjaśnić bez odwoływania się do niego. Niestety — mówi — reszta świata coraz bardziej myśli inaczej.

To odchodzenie od niewiary (nawiasem mówiąc niżej podpisany ma dokładnie przeciwne wrażenie: świat odchodzi od wiary) Kerevan tłumaczy sytuacją światową po upadku komunizmu i po ataku terrorystycznym 11 września. Ludzie czują się zagrożeni i niepewni swego miejsca. Dlatego tryumfy zaczyna święcić fundamentalistyczna religia. Ze zgrozą informuje czytelnika, że członek jego najbliższej rodziny wierzy w osobistego anioła stróża, a wg badań czasopisma Scientific American ok. 45% Amerykanów myśli, że Bóg stworzył Adama 6 tysięcy lat temu.

Doszło nawet do tego, że fundamentaliści przejęli kontrolę nad opłacaną z funduszy państwa szkołą w Gateshead. Jest to Emmanuel City Technology College, zbudowany za 2 miliony funtów szterlingów otrzymanych od Sir Petera Vardy'ego, ewangelicznego chrześcijanina zajmującego się sprzedażą samochodów. Vardy sponsoruje już nawet inną taką szkołę w Middlesbrough.

Kerevan przyznaje, że wspomniany college ma świetne wyniki w nauce, ale mimo to uważa, że jej przejęcie przez fundamentalistów jest niepokojącym precedensem. Dlaczego? Ponieważ jest to odejście od dziedzictwa szkockiego oświecenia, wedle którego przekonania należy opierać na dowodach, a nie na objawieniu. A to zamyka drzwi przed postępem i otwiera dla nietolerancji. A jeśli to kogoś nie przekonuje, to Kerevan daje argument zwalający z nóg: „kamikadze z 11 września wierzyli w dosłowną interpretację Koranu, który obejmuje ujęcie stworzenia z Księgi Rodzaju”.

Nowy zachodni fundamentalizm w postaci pseudonaukowego kreacjonizmu zaatakował frontalnie wartości oświeceniowe. Aby dać pozór naukowości, nazywa się go teorią inteligentnego projektu. Wśród głównych prezenterów tej teorii znajduje się William Dembski, amerykański filozof-matematyk.

Według Dembskiego układy organiczne w rodzaju DNA zawierają tak wielką „treść informacyjną”, że nie mogą być wytworem tylko przypadku. Znane prawa fizyki nie tworzą tak złożonych uporządkowanych struktur na drodze przypadku jak książki, dyskietki komputerowe czy utwory muzyczne. Dlatego, jego zdaniem, można rozsądnie wnioskować przez analogię, że cząsteczka DNA podobnie jest wytworem inteligentnego projektanta — Boga.

Dembski i jego koledzy często cytują prace angielskiego astronoma-ateisty, nieżyjącego już Freda Hoyle'a. Hoyle usiłował zmierzyć prawdopodobieństwo, by jeden prosty enzym — podstawowa cegiełka chemiczna żywych organizmów — pojawiła się na drodze przypadku. Wyliczył je jako 1 na 1020 (czyli 1 na 10 z dwudziestoma zerami). Ale ponieważ nawet najprostsza forma żywa wymaga dosłownie tysięcy różnych enzymów, wykonujących konkretną funkcję, to łączne prawdopodobieństwo pojawienia się ich wszystkich wynosi 1 na 1040 000 (czyli 1 na 10 z 40 000 zer) — co praktycznie równe jest niemożliwości.

Hoyle wnioskował, że zdroworozsądkowa interpretacja tych faktów prowadzi do wniosku, że jakiś superintelekt bawił się fizyką, chemią i biologią oraz że nie ma ślepych sił w przyrodzie. Jak wiemy, Hoyle nie wierzył w Boga, ale myślał, że jesteśmy tworem eksperymentu jakiejś obcej cywilizacji.

Tego typu rozumowania jednak, choć z pozoru naukowe, są mylące. Ewolucja nie jest bowiem — przypomina Kerevan — procesem przypadkowym. Nie wypróbowywuje ona wszystkich kombinacji. Ewolucja drogą doboru naturalnego systematycznie odsiewa błędy. Małpa uderzająca przypadkowo w klawisze maszyny do pisania nie napisze Hamleta, gdyż wypisanie możliwych kombinacji trwałoby dłużej niż czas istnienia Wszechświata. Ale gdy dodamy program automatycznie eliminujący źle zapisane słowa, błędną gramatykę oraz niewłaściwe zdania, to otrzymamy wymagany tekst. Matka Przyroda — pisze Kerevan — dysponuje takim programem w postaci eliminowania organizmów, którym nie udało się przystosować do zmieniającego się środowiska.

Kerevan najwyraźniej wierzy, że wystarczy wspomnieć ten mechanizm, by usunąć wszelkie wątpliwości. Znamy jednak prace (znakomitym przykładem jest Not by chance! Lee Spetnera), w których wykonuje się obliczenia sprawdzające, czy rzeczywiście mechanizm doboru naturalnego wystarcza, by ewolucja mogła się bez przeszkód toczyć. Wyniki są dla ewolucjonizmu druzgocące.

Kerevan stara się rozprawić także z innym argumentem popularnym wśród teoretyków inteligentnego projektu — z tzw. nieredukowalną złożonością. Zwrot ten został wprowadzony przez biologa molekularnego, Michaela Behe'ego w książce Darwin's Black Box. Z nieredukowalną złożonością mamy do czynienia, kiedykolwiek wszystkie części struktury muszą być obecne i jednocześnie sprawne, by cała ona funkcjonowała. Wskazuje to, że struktura taka nie mogła być stopniowo budowana na drodze doboru naturalnego. Ulubionym przykładem Behe'ego jest pułapka na myszy, bo gdy ujmie się jej choć jeden element, przestaje funkcjonować. Nie istnieje też sposób, by powstała ona w naturalny sposób, gdyż nie funkcjonuje, dopóki nie dołączy się do niej ostatniego jej składnika.

Jednak Kerevan zauważa, że z organizmami żywymi jest inaczej niż z pułapkami na myszy. W tych pierwszych znajduje się mnóstwo nadmiarowych części pozostawionych przez ewolucję. Jeśli dzięki mutacji jakiś gen jest podwojony, to jedna z jego kopii jest niepotrzebna do spełniania swojej funkcji i może powoli zmieniać swoją strukturę, przyjmując w końcu nowe funkcje.

Oczywiście, trudno wymagać od niespecjalistycznego czasopisma, jakim jest The Scotsman, by szczegółowo przedstawiło, jak na drodze duplikacji genu i jego późniejszej ewolucji pojawił się nowy gen. Ale Kerevan mógłby przynajmniej dodać zdanie, że w fachowych czasopismach czytelnik może takie rekonstrukcje znaleźć. Zdania tego Kerevan jednak nie dodał. Fakt ten doskonale pasuje do twierdzenia Behe'ego, że liczba artykułów w Journal of Molecular Evolution, w których analizowano szczegółowe modele stadiów pośrednich w rozwoju złożonych struktur biomolekularnych wynosi dokładnie ZERO. Szkoda, że w swoim artykule Kerevan tego twierdzenia Behe'ego również nie przytacza, bo czytelnicy mogliby lepiej ocenić wartość argumentów Kerevana.

Na szczęście Kerevan stwierdza pod koniec swojego artykułu, że nie jest zwolennikiem zamykania fundamentalistycznych college'ów w rodzaju Emmanuel College za to, że odrzuciły one ewolucjonizm. Jeśli tak rzeczywiście jest, to należy on do chlubnych wyjątków wśród ewolucjonistów. Dawkins w wyżej omawianym artykule domaga się zwalniania z pracy kreacjonistów.[1]

Mieczysław  Pajewski

Przypisy

[1] Zob. Mieczysław Pajewski: Richard Dawkins, Comment: A scientist's view, The Guardian March 9, 2002; Pg. 3.

Źródło: Na Początku... marzec-kwiecień 2002, nr 3-4 (153-154), s. 117-120.

Document Actions
« February 2020 »
February
MoTuWeThFrSaSu
12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829